Zanim zacząłem pokazywać wygenerowani.pl komukolwiek, zrobiłem coś prostego: zostałem swoim pierwszym klientem.
Mam software house — Appko. Programuję w Ruby on Rails, sprzedaję development, konsulting, budowę MVP. Klasyczna sytuacja: budujesz rzeczy dla innych, ale własna strona… odkładana w nieskończoność.
Tym razem postanowiłem zrobić to inaczej.
Nie „zrobić stronę”.
Tylko wygenerować ją jak użytkownik.
Punkt wyjścia
Zamiast Figmy, zamiast kodu, zamiast długiego procesu — zacząłem od jednego prompta.
Nie był krótki. I to jest ważne.
Bo jakość wyniku w takich systemach bardzo mocno zależy od jakości wejścia — im bardziej precyzyjny opis (biznes, ton, struktura, styl), tym mniej poprawek później .
Mój prompt wyglądał mniej więcej tak:
Język treści strony: polski...
[...]
Tworzymy strony, które trwają.
[...]
3 karty usług, sekcja projektów, blog, o mnie, kontakt...
To nie był „zrób mi stronę”.
To był brief jak dla designera + developera w jednym.
Co się wydarzyło dalej
Efekt po pierwszym wygenerowaniu?
~90% gotowe.
Bez pisania kodu.
Bez projektowania layoutu.
Bez iterowania przez tygodnie.
Dostałem:
- strukturę strony
- copy dopasowane do usługi
- layout
- komponenty
- sekcje blogowe
- spójny styl wizualny
To dokładnie odpowiada temu, jak działają nowoczesne generatory stron — zamieniają opis w layout, treść i kod jednocześnie, korzystając z modeli językowych i wzorców UI .
Co trzeba było zrobić ręcznie
Nie wszystko było idealne.
I dobrze.
AI nie zastępuje myślenia — przyspiesza wykonanie.
Finalnie zrobiłem tylko:
- podpięcie domeny
- wymianę obrazków
- lekkie poprawki treści
- dodanie realnych wpisów blogowych
I to tyle.
Najważniejszy wniosek
To nie jest narzędzie do „robienia stron”.
To jest narzędzie do:
zamiany myślenia w działający produkt
Różnica jest subtelna, ale fundamentalna.
Bo wcześniej proces wyglądał tak:
pomysł → projekt → development → poprawki → publikacja
Teraz wygląda tak:
pomysł → prompt → gotowa strona → drobne poprawki → publikacja
Dlaczego to działa
Większość ludzi robi jeden błąd: traktuje prompt jak wyszukiwarkę.
A to nie działa.
Dobry prompt:
- definiuje biznes
- określa odbiorcę
- ustawia ton
- opisuje strukturę strony
Czyli robi dokładnie to, co normalnie robi dobry brief projektowy.
I dlatego działa.
Czy to zastępuje developera?
Nie.
Są rzeczy, których takie podejście jeszcze nie robi dobrze:
- bardzo niestandardowe UX
- złożone interakcje
- skomplikowane aplikacje
To nadal wymaga ręcznej pracy i kodu .
Ale…
Dla:
- stron firmowych
- landingów
- MVP
- prostych produktów
To jest wystarczające — i często szybsze niż tradycyjny proces.
Dlaczego zacząłem od siebie
Bo to był najprostszy test.
Nie klient.
Nie sprzedaż.
Nie marketing.
Tylko jedno pytanie:
czy sam bym z tego skorzystał?
Odpowiedź: tak.
Co dalej
To jest pierwszy wpis z serii.
W kolejnych pokażę:
- jak wyglądał proces tworzenia innych stron
- jakie prompt’y działały, a jakie nie
- gdzie są realne ograniczenia
- jak wygląda wdrożenie u realnych użytkowników
Bez teorii. Tylko praktyka.
Podsumowanie
Zbudowałem stronę dla własnej firmy.
Nie kodując jej od zera.
Nie projektując w Figmie.
Nie zlecając nikomu.
Tylko opisując, czego potrzebuję.
I to wystarczyło.